Siemka wszystkim!
Długo notki nie było, bo kończę gimnazjum i w związku z tym, mam strasznie dużo roboty. Wyniki z egzaminów są dobre (polski 91%, ang podstawa 95% i rozszerzenie 93%), pasek mam, wzorowe jest, także dałam radę. Ten tydzień to już lajcik, jutro idę farbować włosy (niebiesko-fioletowe sombre) i kupić tacie prezent na dzień ojca (23 JEST DZIEŃ OJCA). Ale w zeszłym tygodniu nie miałam nawet czasu na dodatkowy oddech. Organizowałam wystawę w szkole, konkurs, miałam występ teatralny w szkole specjalnej, był bal gimnazjalny, do tego zaliczałam ostatnie oceny, no i jeszcze stres z wynikami egzaminów... Nie miałam głowy, do pisania. Ale teraz mam, więc przejdźmy dalej, chociaż to będzie krótka notka, bo nie zdążę jej rozwinąć, zaraz mecz Polska-Ukraina.Czy wy też zastanawiacie się nad nagłym wybuchem miłości do biegania? Jakby to było coś niesamowitego, nowatorskiego. A przecież to jest rzecz tak stara, że ja nie potrafię zrozumieć, dlaczego akurat teraz stała się popularna. Idziesz sobie spokojnie po ulicy wieczorem albo rano i leci jeden, drugi, trzeci, po dwudziestym zaczynasz się zastanawiać o co tu chodzi. I żeby to jeszcze było normalne bieganie dla biegania... Czasami, kiedy patrzę na tych herkulesów, przemierzających miasto, to wydaje mi się, że nie chodzi tu o fakt sportu, ale o fakt jakiegoś szpanu, mówiąc kolokwialnie. Buty za 500zł, koszulka, bluza, legginsy, czapka... A do tego jakie oporządzenie! To nie jest tak łatwo, to trzeba słuchawki, zegarek, który jest połączony bluetooth'em z paskiem na klatce piersiowej i mierzy tętno, tu woda, tam okularki, batonik w kieszonce... To trzeba całe przygotowania poczynić. Czy naprawdę o to tu chodzi?
Chcąc się przekonać, niczym zawodowa dziennikarka postanowiłam - a co mi tam. Wszyscy latają to i ja polecę. Zorganizowałam sobie towarzystwo w postaci przyjaciółki (chociaż to towarzystwo bardziej zorganizowało sobie mnie, bo to dzięki niej się za to wzięłam) i po długiej odprawie, udało nam się wylecieć. Biegłyśmy dwie godziny, dziesięć kilometrów. Pięć w jedną i tyle samo w drugą. Laskiem, przy rzeczce, było całkiem miło. Dobiegłyśmy do jeziora, tam chwila odpoczynku, ćwiczenia i powrót. I wnioski mam następujące - to całe bieganie jest bardzo przyjemne i satysfakcjonujące. Nie trudno poprawić dystans, czy czas, więc efekty w postaci spełnienia i dumy są gwarantowane. Poza tym to zawsze jest wysiłek fizyczny, czyli działa na nas dobrze i jest jak najbardziej akceptowany przez organizm. A łącząc takie dreptanie z ćwiczeniami myślę, że efekty zobaczycie dość szybko.
Moja przygoda z bieganiem trwała dwa tygodnie, potem mi się odechciało. Pewnie to źle, ale zobaczymy, może do tego wrócę. Jak już pisałam, rzecz wiadoma - to jest nam potrzebne. Ale poza tym - bycie fit jest teraz modne. W zasadzie nie rozumiem tego. Dlaczego akurat dzisiaj stało się to tak popularne? Myślę, że podstawowym powodem jest cała ta wielka moc nazywana elektroniką. Zawsze znajdą się tacy, co będą mieli problem. I teraz też są, ale to są ludzie w miarę mądrzy i walczą z człowiekiem siedzącym przez sport. To jest dobry pomysł, ale dlaczego to wszystko musi być takie ostentacyjne? Programy, gazety, no gdzie nie pójdziesz, tam masz bieganie, albo wezwanie na siłownie. Niedługo w toaletach publicznych będą szyldy "wypróżniając się, pamiętaj o mocnym i świadomym spinaniu mięśni ud i brzucha - w ten sposób spalasz dodatkowe kalorie". Błagam, przestańcie.
Nie mówię tutaj, że to wszystko jest złe, bo patrząc na dzieci, których jest coraz mniej na dworze, na place zabaw świecące pustkami, to mam wrażenie, że może cały szum wokół sportu. Może to jest ta przysłowiowa brzytwa, której się chwycimy i która nas uratuje.
Insignis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz