"Łatwe jest zejście do piekieł. Jego bramy są otwarte dniem i nocą...", ale kiedy już się tam wejdzie, bardzo trudno jest się wydostać.
Ten blog to pamiętnik (nie)typowej dziewczyny, która potrzebuje podzielić się swoimi myślami, jak każdy "pisarz".

wtorek, 21 czerwca 2016

Druga młodość rzeczy starej i znanej

Siemka wszystkim!
         Długo notki nie było, bo kończę gimnazjum i w związku z tym, mam strasznie dużo roboty. Wyniki z egzaminów są dobre (polski 91%, ang podstawa 95% i rozszerzenie 93%), pasek mam, wzorowe jest, także dałam radę. Ten tydzień to już lajcik, jutro idę farbować włosy (niebiesko-fioletowe sombre) i kupić tacie prezent na dzień ojca (23 JEST DZIEŃ OJCA). Ale w zeszłym tygodniu nie miałam nawet czasu na dodatkowy oddech. Organizowałam wystawę w szkole, konkurs, miałam występ teatralny w szkole specjalnej, był bal gimnazjalny, do tego zaliczałam ostatnie oceny, no i jeszcze stres z wynikami egzaminów... Nie miałam głowy, do pisania. Ale teraz mam, więc przejdźmy dalej, chociaż to będzie krótka notka, bo nie zdążę jej rozwinąć, zaraz mecz Polska-Ukraina.
         Czy wy też zastanawiacie się nad nagłym wybuchem miłości do biegania? Jakby to było coś niesamowitego, nowatorskiego. A przecież to jest rzecz tak stara, że ja nie potrafię zrozumieć, dlaczego akurat teraz stała się popularna. Idziesz sobie spokojnie po ulicy wieczorem albo rano i leci jeden, drugi, trzeci, po dwudziestym zaczynasz się zastanawiać o co tu chodzi. I żeby to jeszcze było normalne bieganie dla biegania... Czasami, kiedy patrzę na tych herkulesów, przemierzających miasto, to wydaje mi się, że nie chodzi tu o fakt sportu, ale o fakt jakiegoś szpanu, mówiąc kolokwialnie. Buty za 500zł, koszulka, bluza, legginsy, czapka... A do tego jakie oporządzenie! To nie jest tak łatwo, to trzeba słuchawki, zegarek, który jest połączony bluetooth'em z paskiem na klatce piersiowej i mierzy tętno, tu woda, tam okularki, batonik w kieszonce... To trzeba całe przygotowania poczynić. Czy naprawdę o to tu chodzi?
         Chcąc się przekonać, niczym zawodowa dziennikarka postanowiłam - a co mi tam. Wszyscy latają to i ja polecę. Zorganizowałam sobie towarzystwo w postaci przyjaciółki (chociaż to towarzystwo bardziej zorganizowało sobie mnie, bo to dzięki niej się za to wzięłam) i po długiej odprawie, udało nam się wylecieć. Biegłyśmy dwie godziny, dziesięć kilometrów. Pięć w jedną i tyle samo w drugą. Laskiem, przy rzeczce, było całkiem miło. Dobiegłyśmy do jeziora, tam chwila odpoczynku, ćwiczenia i powrót. I wnioski mam następujące - to całe bieganie jest bardzo przyjemne i satysfakcjonujące. Nie trudno poprawić dystans, czy czas, więc efekty w postaci spełnienia i dumy są gwarantowane. Poza tym to zawsze jest wysiłek fizyczny, czyli działa na nas dobrze i jest jak najbardziej akceptowany przez organizm. A łącząc takie dreptanie z ćwiczeniami myślę, że efekty zobaczycie dość szybko.
         Moja przygoda z bieganiem trwała dwa tygodnie, potem mi się odechciało. Pewnie to źle, ale zobaczymy, może do tego wrócę. Jak już pisałam, rzecz wiadoma - to jest nam potrzebne. Ale poza tym - bycie fit jest teraz modne. W zasadzie nie rozumiem tego. Dlaczego akurat dzisiaj stało się to tak popularne? Myślę, że podstawowym powodem jest cała ta wielka moc nazywana elektroniką. Zawsze znajdą się tacy, co będą mieli problem. I teraz też są, ale to są ludzie w miarę mądrzy i walczą z człowiekiem siedzącym przez sport. To jest dobry pomysł, ale dlaczego to wszystko musi być takie ostentacyjne? Programy, gazety, no gdzie nie pójdziesz, tam masz bieganie, albo wezwanie na siłownie. Niedługo w toaletach publicznych będą szyldy "wypróżniając się, pamiętaj o mocnym i świadomym spinaniu mięśni ud i brzucha - w ten sposób spalasz dodatkowe kalorie". Błagam, przestańcie.
         Nie mówię tutaj, że to wszystko jest złe, bo patrząc na dzieci, których jest coraz mniej na dworze, na place zabaw świecące pustkami, to mam wrażenie, że może cały szum wokół sportu. Może to jest ta przysłowiowa brzytwa, której się chwycimy i która nas uratuje.
Insignis.

wtorek, 14 czerwca 2016

Absurd XXI wieku

Cześć kochani!
         W zasadzie nie wiem, po co daję wam te piosenki do czytania, ale jak już to robię, to będę to robić tak długo, aż uznam to za głupie. Możecie napisać, czy to dobry pomysł. Jeśli ktoś to czyta w ogóle.
          Na pomysł do tej notki wpadłam u mojej dziewczyny i nawet trochę z jej pomocą. Szczerze, nie miałam weny na nic konkretnego poza jakimiś starymi pomysłami, aż tu nagle boom i czuję to. Kocham to uczucie i współczuję ludziom, którzy nigdy go nie poczuli. No, ale zacznijmy.
         W naszym dzisiejszym świecie wiele jest rzeczy bezsensownych. Na przykład stosunek długości bloków reklamowych do długości filmu pomiędzy nimi. Czasem oglądając telewizję mam moment zacięcia mózgu, w którym jestem jak: "O, film. A ja tu reklamy oglądałam.". Mimo to, jednym z bardziej irytujących mnie absurdów jest zdecydowanie stwierdzenie "młodzież to już tylko na telefonach i w komputerach siedzi". Może się czepiam tych wszystkowiedzących i świętych dorosłych, ale błagam, czy to jest nasza wina? Oczywiście, nie zamierzam tu zrzucać winy na nich, bo to nie jest to, co chcę pokazać. Spójrzmy jednak na takie typowe sytuacje w codziennym życiu każdego (a przynajmniej większości) z nas. Weźmy na przykład coś takiego - dziecko lat około 9. przychodzi do salonu, gdzie siedzą rodzice.
- Rodzice? Co to znaczy awangarda? - Pyta dziecko.
Owi rodzice patrzą po sobie z właśnie awangardowym zastanowieniem pomieszanym ze znudzeniem na twarzach. Po kilku sekundach napierającej na wszystkich ciszy, odzywa się matka:
- Dziecko, nie wiem, jak ci to wytłumaczyć... 

Po niej głos zabiera ojciec:
- Sprawdź sobie w google - mówi pewnym siebie głosem, z ulgą, że pozbył się natręta.

No i takie dziecko leci do swojego pokoju, czy gdziebądź indziej i sprawdza w internecie, że awangarda ma bardzo dużo znaczeń i czyta je wszystkie, albo chociaż z dwa, i - oczywiście - powiększa swoją wiedzę, ale jaki ma z tego pożytek, skoro całą robotę, za przeproszeniem, odwalił za niego komputer? Nie było żadnego wertowania stron encyklopedii, żadnego literowania alfabetu czy nawet szukania właściwego słowa, przelatując wzrokiem po hasłach. Za to dziecko dostało impuls, że takie używanie komputera jest całkiem dobre, no bo po co się męczyć, jak można wpisać, kliknąć enter i już. A może ono nawet nie wie, że można tak samo (tylko przy zaangażowaniu większej ilości komórek mózgowych) znaleźć odpowiedź w książkach? Tu ocieramy się o temat podupadającego czytelnictwa, ale nie o tym mowa.
         Kolejnym przykładem będzie na pewno Dzień Dziecka. Nadchodzi ta niebywała dla wszystkich maluchów data, 1. czerwca. I co jest w telewizji? Reklamy. Czego? Prezentów dla dzieci. Jakich? O. Tutaj się zatrzymajmy. No bo jakiż by tu prezent kupić takiemu dzieciakowi? No najlepiej laptop, tablet, smartfon, smartwatch i inne kompletnie niepotrzebne mu do życia rzeczy. To jest dziecko! Ono się rozwija! Dajmy mu gry planszowe, skakankę, piłkę, rower, albo chociażby lalkę czy samochodzik! Czy to nie o takich prezentach marzył każdy z nas w wieku 6-12 lat? Co, ja się pytam, stało się ze światem, że dziewczynka w wieku 12 lat chodzi wymalowana w koszuleczce przed pępek, w bucikach na koturnach i ze swoim i-phone'em, a tak samo "dorosły" chłopczyk idzie sobie ze znajomymi i krzyczy do dziewczyn "ale dupa!"? Co jest z nami nie tak?! Idąc dalej tokiem reklam. Ile jest takich, poświęconych zabawkom, takim prawdziwym? Niewiele. A grom na PC albo PS, telefonom, telewizorom specjalnie dla dzieci? Zdecydowanie za dużo.
         Postawmy sobie więc pytanie - co tu się do cholery jasnej dzieje? Dlaczego macie pretensje do dzieci o to, że nie mają normalnego życia, podczas gdy sami im takie internetowe życie serwujecie?
Insignis

niedziela, 12 czerwca 2016

Co to i po co to?

         Dzisiaj. Dnia 12.06. Kiedy powinnam się uczyć na pytanie z geografii. Ja przybieram nowe pseudo artystyczne, aby założyć ten oto blog. Ten blog, który będzie moim debilnym pamiętnikiem, z którego będę korzystać może i nawet codziennie, kto wie.
         Moje nowe pseudo artystyczne, czyli rzecz na którą straciłam prawie godzinę. Wybrałam Insignis, co z łaciny oznacza "rzucający się w oczy", jeśli ufać tłumaczowi. Myślę, że to w większości przypadków do mnie pasuje, a przynajmniej chciałabym, żeby tak było. Jestem typem osoby, która może nie tyle lubi być w centrum uwagi, co lubi się wyróżniać. Lubię to uczucie, kiedy ludzie się na ciebie patrzą z miną mówiącą "wow", albo "co kurwa". Nie jestem z kolei typem osoby, która przejmuje się opinią innych. Myślisz, że jestem fajna? Supi. Myślisz, że jestem zjebana? Supi, ale pierdol się. Nie ma nic pomiędzy.
         Kim jestem? Aktualnie to szesnastoletnią dziewczyną, która już zdążyła odnaleźć pasję, ustalić sobie cel w życiu, określić swoją orientację jako biseksualizm. Pasja? Pisarstwo. Cel? Wydanie książki? Biseksualizm? Tak i jestem z tego dumna. Dumna to nie znaczy, że ostentacyjnie to pokazuję. Może pokazuję to tylko w 20 procentach. Może troszkę więcej. Dlaczego uznałam, że jestem biseksualna? Kurcze, jeśli ktoś z was ma zachwiania orientacji to wie, jak to jest. Myślisz o tym, aż w końcu albo dajesz sobie spokój, albo wychodzi ci takie coś. Miałam chłopaka jakieś dwa lata temu i wiecie, to nie był poważny związek, ok. Może nie powinnam się określać, skoro nawet nie miałam z chłopakiem swojego pierwszego razu. Tylko, co mam zrobić, skoro bardzo spodobała mi się dziewczyna? I co mam zrobić, skoro kilka miesięcy wcześniej tak samo podobał mi się chłopak? A co jeszcze mam zrobić, skoro kilka miesięcy później spodobała mi się jeszcze inna dziewczyna, a potem... A potem poczułam do niej coś, czego nie czułam do nikogo innego nigdy? Nie wiem. Nie wiem, czy to, o robię, to to, co będę robić zawsze. Ale jak na razie uznaję to za normalne i wspaniałe. Bycie z nią to rzecz, która jest dla mnie najlepsza i najważniejsza. Kocham ją i nie wstydzę się tego. Miłość jest piękna, nawet taka. Odbiegając od tego. Co lubię? Książki, gry, muzykę. Książki fantasy, gry strzelanki (z wyjątkiem ukochanego Assassin's Creed), muzyka różna (jak na razie Adam Lambert, Troye Sivan i każdy z bliźniaczych Trap/Chill/House/Bass Nation). Social media? Twitter i tumblr, z czego to drugie w znacznie mniejszym stopniu. Linki podam w zakładkach.
         To jest pierwszy post i w zasadzie nie wiem, co mam tu pisać. Jak na razie to chyba wszystko.
         Jeśli przez to przebrnąłeś, to podziwiam cię.
Insignis