Cześć kochani!
W zasadzie nie wiem, po co daję wam te piosenki do czytania, ale jak już to robię, to będę to robić tak długo, aż uznam to za głupie. Możecie napisać, czy to dobry pomysł. Jeśli ktoś to czyta w ogóle.
Na pomysł do tej notki wpadłam u mojej dziewczyny i nawet trochę z jej pomocą. Szczerze, nie miałam weny na nic konkretnego poza jakimiś starymi pomysłami, aż tu nagle boom i czuję to. Kocham to uczucie i współczuję ludziom, którzy nigdy go nie poczuli. No, ale zacznijmy.
W naszym dzisiejszym świecie wiele jest rzeczy bezsensownych. Na przykład stosunek długości bloków reklamowych do długości filmu pomiędzy nimi. Czasem oglądając telewizję mam moment zacięcia mózgu, w którym jestem jak: "O, film. A ja tu reklamy oglądałam.". Mimo to, jednym z bardziej irytujących mnie absurdów jest zdecydowanie stwierdzenie "młodzież to już tylko na telefonach i w komputerach siedzi". Może się czepiam tych wszystkowiedzących i świętych dorosłych, ale błagam, czy to jest nasza wina? Oczywiście, nie zamierzam tu zrzucać winy na nich, bo to nie jest to, co chcę pokazać. Spójrzmy jednak na takie typowe sytuacje w codziennym życiu każdego (a przynajmniej większości) z nas. Weźmy na przykład coś takiego - dziecko lat około 9. przychodzi do salonu, gdzie siedzą rodzice.
- Rodzice? Co to znaczy awangarda? - Pyta dziecko.
Owi rodzice patrzą po sobie z właśnie awangardowym zastanowieniem pomieszanym ze znudzeniem na twarzach. Po kilku sekundach napierającej na wszystkich ciszy, odzywa się matka:
- Dziecko, nie wiem, jak ci to wytłumaczyć...
Po niej głos zabiera ojciec:
- Sprawdź sobie w google - mówi pewnym siebie głosem, z ulgą, że pozbył się natręta.
No i takie dziecko leci do swojego pokoju, czy gdziebądź indziej i sprawdza w internecie, że awangarda ma bardzo dużo znaczeń i czyta je wszystkie, albo chociaż z dwa, i - oczywiście - powiększa swoją wiedzę, ale jaki ma z tego pożytek, skoro całą robotę, za przeproszeniem, odwalił za niego komputer? Nie było żadnego wertowania stron encyklopedii, żadnego literowania alfabetu czy nawet szukania właściwego słowa, przelatując wzrokiem po hasłach. Za to dziecko dostało impuls, że takie używanie komputera jest całkiem dobre, no bo po co się męczyć, jak można wpisać, kliknąć enter i już. A może ono nawet nie wie, że można tak samo (tylko przy zaangażowaniu większej ilości komórek mózgowych) znaleźć odpowiedź w książkach? Tu ocieramy się o temat podupadającego czytelnictwa, ale nie o tym mowa.
Kolejnym przykładem będzie na pewno Dzień Dziecka. Nadchodzi ta niebywała dla wszystkich maluchów data, 1. czerwca. I co jest w telewizji? Reklamy. Czego? Prezentów dla dzieci. Jakich? O. Tutaj się zatrzymajmy. No bo jakiż by tu prezent kupić takiemu dzieciakowi? No najlepiej laptop, tablet, smartfon, smartwatch i inne kompletnie niepotrzebne mu do życia rzeczy. To jest dziecko! Ono się rozwija! Dajmy mu gry planszowe, skakankę, piłkę, rower, albo chociażby lalkę czy samochodzik! Czy to nie o takich prezentach marzył każdy z nas w wieku 6-12 lat? Co, ja się pytam, stało się ze światem, że dziewczynka w wieku 12 lat chodzi wymalowana w koszuleczce przed pępek, w bucikach na koturnach i ze swoim i-phone'em, a tak samo "dorosły" chłopczyk idzie sobie ze znajomymi i krzyczy do dziewczyn "ale dupa!"? Co jest z nami nie tak?! Idąc dalej tokiem reklam. Ile jest takich, poświęconych zabawkom, takim prawdziwym? Niewiele. A grom na PC albo PS, telefonom, telewizorom specjalnie dla dzieci? Zdecydowanie za dużo.
Postawmy sobie więc pytanie - co tu się do cholery jasnej dzieje? Dlaczego macie pretensje do dzieci o to, że nie mają normalnego życia, podczas gdy sami im takie internetowe życie serwujecie?
- Rodzice? Co to znaczy awangarda? - Pyta dziecko.
Owi rodzice patrzą po sobie z właśnie awangardowym zastanowieniem pomieszanym ze znudzeniem na twarzach. Po kilku sekundach napierającej na wszystkich ciszy, odzywa się matka:
- Dziecko, nie wiem, jak ci to wytłumaczyć...
Po niej głos zabiera ojciec:
- Sprawdź sobie w google - mówi pewnym siebie głosem, z ulgą, że pozbył się natręta.
No i takie dziecko leci do swojego pokoju, czy gdziebądź indziej i sprawdza w internecie, że awangarda ma bardzo dużo znaczeń i czyta je wszystkie, albo chociaż z dwa, i - oczywiście - powiększa swoją wiedzę, ale jaki ma z tego pożytek, skoro całą robotę, za przeproszeniem, odwalił za niego komputer? Nie było żadnego wertowania stron encyklopedii, żadnego literowania alfabetu czy nawet szukania właściwego słowa, przelatując wzrokiem po hasłach. Za to dziecko dostało impuls, że takie używanie komputera jest całkiem dobre, no bo po co się męczyć, jak można wpisać, kliknąć enter i już. A może ono nawet nie wie, że można tak samo (tylko przy zaangażowaniu większej ilości komórek mózgowych) znaleźć odpowiedź w książkach? Tu ocieramy się o temat podupadającego czytelnictwa, ale nie o tym mowa.
Kolejnym przykładem będzie na pewno Dzień Dziecka. Nadchodzi ta niebywała dla wszystkich maluchów data, 1. czerwca. I co jest w telewizji? Reklamy. Czego? Prezentów dla dzieci. Jakich? O. Tutaj się zatrzymajmy. No bo jakiż by tu prezent kupić takiemu dzieciakowi? No najlepiej laptop, tablet, smartfon, smartwatch i inne kompletnie niepotrzebne mu do życia rzeczy. To jest dziecko! Ono się rozwija! Dajmy mu gry planszowe, skakankę, piłkę, rower, albo chociażby lalkę czy samochodzik! Czy to nie o takich prezentach marzył każdy z nas w wieku 6-12 lat? Co, ja się pytam, stało się ze światem, że dziewczynka w wieku 12 lat chodzi wymalowana w koszuleczce przed pępek, w bucikach na koturnach i ze swoim i-phone'em, a tak samo "dorosły" chłopczyk idzie sobie ze znajomymi i krzyczy do dziewczyn "ale dupa!"? Co jest z nami nie tak?! Idąc dalej tokiem reklam. Ile jest takich, poświęconych zabawkom, takim prawdziwym? Niewiele. A grom na PC albo PS, telefonom, telewizorom specjalnie dla dzieci? Zdecydowanie za dużo.
Postawmy sobie więc pytanie - co tu się do cholery jasnej dzieje? Dlaczego macie pretensje do dzieci o to, że nie mają normalnego życia, podczas gdy sami im takie internetowe życie serwujecie?
Insignis
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz